Mamy chętniej kupią dziecku kolejną przytulankę, niż coś dla siebie

Mamy chętniej kupią dziecku kolejną przytulankę, niż coś dla siebie

Jej pasją jest szycie dla dzieci. Zaczęło się w chwili, gdy z mężem czekała na swoją małą Zuzię. Dzisiaj jest rozchwytywaną designerką. Szyje poduszki, kocyki i inne gadżety dla najmłodszych, dzięki niej pokoje dziecięce zyskują niesamowity klimat. Rozmawiamy z  Marleną Pietrusewicz, która szyje nie dla zarobku, ale dla dobrego samopoczucia.

 

 

 

Marleno, Twoja Hopsasanka jest rozpoznawalna w Szczecinie. Szczególnie cenią Cię mamy małych dzieci, ponieważ Twoje szycie idealnie pasuje do dziecięcej sypialni.

– Z tą popularnością bym nie przesadzała. Nie ma wątpliwości: to, co szyję, powstaje z myślą o dzieciach i ich pokojach. Jestem mamą i robię to, co mi samej się podoba… ale dobrze jest uszyć coś, co wywołuje uśmiech na małej buźce. A i radość samych mam dodaje masę pozytywnej energii.

Nie masz firmy, nie szyjesz dla zarobku, tylko z prawdziwie z pasji. Nie myślałaś, by zrobić ze swojego hobby biznesu? Połączyć pracę z przyjemnością i pasją?

– Zgadza się. Oczywiście, że myślałam. Chyba każdy, kto coś wytwarza i widzi, że ludziom się to podoba, w końcu zaczyna myśleć o rozpoczęciu działalności. Są tu jednak pewne przeszkody…

Jakie?

– Jestem w specyficznym okresie życia. Mam małe dziecko i zaraz zostanę mamą po raz drugi. Obawiam się, że nie będę miała tyle czasu na poświęcenie się firmie, ile bym chciała. A koszt prowadzenia firmy jest nieubłagany. Ale kto wie… może kiedy się ustabilizuję i Hopsasanka będzie moim głównym źródłem dochodu.

Jest pewna teoria, która mówi, że jeśli ktoś zaczyna zarabiać na pasji, to potem jego hobby już nie cieszy tak jak na początku. Nie obawiasz się tego?

– Obawiam się tego, ponieważ jest w tym dużo prawdy. Trochę jest tak, że kiedy szyjesz jedną poduchę z myślą o konkretnej osobie, to masz z tego mnóstwo frajdy. Kiedy jednak musisz uszyć tych poduch dziesięć i je po prostu sprzedać, to ta frajda znika. Chyba kluczem jest szycie spersonalizowane, wtedy każdy uszytek jest tworzony z myślą o konkretnym dziecku, nawet jeśli jest to dwudziesta z kolei poduszka tego dnia. W takich przypadkach każda jest inna i wyjątkowa. No i oczywiście trzeba mierzyć siły na zamiary, nie obarczać się zbyt wielką liczba zamówień, żeby nas to nie przerosło.

Szyjesz niewielkie ilości, ale… jest wiele osób, które chciałyby posiadać poduchę Twojego autorstwa.

– Mam z tego powodu satysfakcję! I to jaką! Każdy potrzebuje trochę komplementów od ludzi, one podbudowują poczucie własnej wartości i dają kopa do działania. Fajnie jest zarabiać na tym, co się lubi, ale to satysfakcja jest kołem napędowym.

Pamiętasz swoją pierwszą uszytą poduszkę?

– Pewnie. Powstała oczywiście z myślą o mojej córce. Wówczas zaczęłam uczyć się szyć, będąc w ciąży

chciałam robić piękne rzeczy dla swojego dziecka. Zuzia miała pierwsze moje uszytki zanim się urodziła: kocyk, poduszka i literki tworzące jej imię.

Ty miałaś satysfakcję, a ona… w dniu urodzin docenić tego nie mogła. Ale teraz poduszek jej nie brakuje.

– Tak, noworodek nie najlepiej radzi sobie z okazywaniem emocji. Tutaj chodziło tylko o moją radość, że mogłam coś dla niej zrobić. Dziś już ma półtora roku i potrafi okazać radość. I cudownie jest widzieć, jak cieszy się z kolejnej uszytej przytulanki.

Twoje poduszki przybierają rozmaite kształty. Co najbardziej lubisz szyć?

– Chyba nie mam ulubionej formy i wzoru. Jednorożce mocno się mnie uczepiły i bardzo je lubię. Chmury są słodkie, nadają się i dla chłopca, i dla dziewczynki. Ja ogólnie chyba bardziej odnajduję się w dziewczęcych wzorach.

Skąd czerpiesz inspiracje?

– Internet jest skarbnicą inspiracji. Tak wypatrzyłam chmurki, spodobały mi się i narysowałam swój własny wzór. Podczas tworzenia prezentów dla znajomych i ich dzieci szukam wzoru, który im się spodoba. Ktoś jest fanem kotów, dostanie poduchę kota, dziecko lubi auta… to będzie auto. Wtedy widać, że to nie była poduszka stworzona „na sztukę”, ale odzwierciedlenie upodobań przyszłego posiadacza.

Skąd bierzesz tkaniny?

– Głównie z hurtowni z tkaninami. W zależności od tego ile mam czasu na uszycie danej rzeczy, kupuję stacjonarnie lub przez internet.

Tak się utarło, że dziewczynki muszą mieć różowy kolor, a chłopców ubiera się w błękit. W Twoim szyciu także bazujesz na kolorystyce różu i błękitu?

– Róż, błękit, szarość, mięta, biel… rzeczywiście tak się utarło i nie chcę z tym na siłę walczyć. Przyznam jednak, że coraz częściej spotykam się wśród znajomych z tym, że unikają różu dla dziewczynek. Teraz modne stają się pastelowe, delikatne kolory. Wystarczy spojrzeć na rozmaite

blogi dla rodziców i zdjęcia dziecięcych pokoi: w większości królują stonowane kolory.

Nie myślałaś o tym, by przy Twoich poduszkach pojawiał się jakiś dodatkowy akcent?

– Rozważam to, ostatnio stosunkowo modne zrobiły się wszelkiego rodzaju frędzle i dodatki pasmanteryjne. Dodawane do obszyć kocyków i poduszek lub po prostu jako niezależna ozdoba pokoju. Popularne w tej dziedzinie stają się dodatki francuskiego Houlèsa. Przy okazji kolejnych moich prac związanych z szyciem, spróbuję wkomponować albo frędzle, albo sznury do obszycia poduch, bo są takim „smaczkiem” w małym uszytku.

Masz małą córkę… kiedy podrośnie, będziesz ją uczyła szycia?

– Pewnie, pokażę jej jakie cuda można stworzyć z filcu, jak szyć na maszynie, ale zdecydowanie nie będę zmuszać… jeśli złapie bakcyla, to chętnie wyślę ją na specjalny kurs dla dziewczynek. Wydaje mi się, że inaczej uczy się z rodzicami, a inaczej – chyba przyjemniej – w grupie rówieśniczej z obcym instruktorem.

A jak z Twoim szyciem dla dorosłych? Ta grupa docelowa Ciebie nie interesuje?

– Jeśli chodzi o dorosłych, to ostatnio szyłam tulipany jako element wystroju wnętrz. Pewnie jeszcze nie raz pojawią się różne gadżety domowego użytku, ale zdecydowanie wolę szyć dla dzieci.

Wiem ,że nie szyjesz komercyjnie, ale to dorośli mają portfele.

– To prawda, mają, ale też o wiele chętniej korzystają z tych portfeli, by kupić coś dla swoich pociech.

Mamy, które często „władają” domowym budżetem, chętniej kupią dziecku kolejną przytulankę niż cokolwiek dla siebie. Wiem to z autopsji.

Jest taki kształt, który chciałaś zawsze uszyć, ale nie miałaś okazji?

– Chyba nie… zresztą jeszcze wiele okazji przede mną. Jest natomiast kilka projektów, które chciałam uszyć dla swojego drugie dziecka, a póki co, czekają na wenę twórczą.

Zdradzisz, co to za projekty?

– Nic niezwykłego… kocyk, podusia antywstrząsowa znana jako motylek oraz kokon do spania. Nic wielkiego, ale to czasochłonne projekty.

Prace Marleny Pietrusewicz można obejrzeć tutaj: https://www.facebook.com/hopsasanka/

 

  • Guesswhatpl

    Gratulujemy pasji i talentu. Nam z prac ręcznych jeszcze w szkole nigdy nic nie wychodziło tak jak powinno 🙂 Tym bardziej doceniamy takie zdolności. Co do rodziców, a właściwie mam, to tak – wśród naszych znajomych też jest taki zwyczaj, że kupują coś pociechom, aniżeli sobie 😉